piątek, 15 grudnia 2017

Krótka piłka: "Ostatni Jedi" (2017)




Niech Cthulhu będzie z wami!

Śledząc reakcje w Internecie widzę, że "Ostatni Jedi" zbiera mieszane opinie. Ba! Wielu hardcorowych fanów "Gwiezdnych Wojen" narzeka, oględnie rzecz ujmując, nazywając tę produkcję niemalże gwałtem na tej wspaniałej sadze. Przyznam, że niektóre z zarzutów doskonale rozumiem jednocześnie jednak muszę powiedzieć, że nadal nie mogę wyjść z podziwu i jestem absolutnie zachwycony tym, co zobaczyłem! To czego doświadczyłem było bowiem tak piękne pod względem wizualnym, pełne nieprzewidywalnych zwrotów akcji, trafionego humoru (najbardziej zapamiętam chyba scenę z mieczem świetlnym, której udało się wywołać szczery uśmiech na mojej wiecznie nadąsanej twarzy) czy fantastycznego poziomu aktorstwa ( Chylę czoła przed Adamem Driverem, Markiem Hamillem a nawet Daisy Ridley, której udało się sprawić bym polubił jej postać mimo, że nadal uważam, iż jest "przefajnowana"), że aż brakuje mi słów by właściwie opisać emocje jakie ten film we mnie wywołał. 

Dodam więc tylko, że Rian Johnson (twórca mający na swoim koncie dwie znakomite produkcje czyli "Loopera" i "Brick") dostał zaskakująco dużą wolność artystyczną i skwapliwie z niej skorzystał. Jednocześnie wykazał się nie tylko nieprzeciętnymi umiejętnościami ale przede wszystkim dużą odwagą, gdyż podobnie jak David Lynch w tegorocznej odsłonie "Twin Peaks" poszedł po bandzie i kompletnie przemodelował fabularna podstawę ustanowiona przez poprzednie części czyli głównie (nie oszukujmy się) asekuranckie "Przebudzenie Mocy". Ba! Mam wrażenie, że to właściwie mogłoby być zwieńczenie kosmicznej sagi i nie wiem co wymyśli J.J. Abrams aby jego IX część wypadła jeszcze lepiej! 

Dlatego też nie mam innego wyjścia niż gorąco zachęcić, by pójść do kina i ten wspaniały film obejrzeć. To świeże podejście do zdawałoby się skostniałej sagi. 

OCENA 9/10

niedziela, 19 listopada 2017

Krótka piłka: Happy Death Day (2017)



Niech Cthulhu będzie z wami!




Muszę powiedzieć, że ten film mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Polski tytuł, brzmiący "Śmierć nadejdzie dziś" zdecydowanie nie jest bowiem najszczęśliwszy, jeśli można tak to ująć, gdyż sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z kolejną randomową sieczkę, których rocznie powstają setki. A ponieważ od dłuższego czasu czuję poważny przesyt takich produkcji , czemu wielokrotnie dawałem na tych łamach wyraz, zatem nie trudno zgadnąć, że gdybym miał się kierować wyłącznie tytułem, to nigdy bym po tę produkcję nie sięgnął.

Znacznie lepiej brzmiałoby moim zdaniem choćby "Szczęśliwego umierania!". Dostajemy bowiem film będący delikatnym powiewem świeżości w zdawałoby się całkowicie wyeksploatowanym gatunku teen slasher. Swoistą wariację na temat "Dnia Świstaka" doprawioną sporą porcją naprawdę udanej komedii, całkiem sympatycznymi bohaterami oraz czymś, co można określić "samoświadomością", gdyż twórcy ewidentnie podeszli do opowiadanej przez siebie historii na luzie i z dystansem.

Zatem choć sam film nie jest może specjalną rewolucją na miarę pierwszej części "Krzyku" czy kapitalnych "Porąbanych" to jednak widocznie akurat na taki rodzaj niezobowiązującej rozrywki miałem dziś nastrój bo bawiłem się przednio. Krótko mówiąc polecam!

niedziela, 5 listopada 2017

"Najgorszy człowiek na świecie" Małgorzata Halber


Niech Cthulhu będzie z wami!





Każdy się wstydzi.

Każdy się wstydzi trzech rzeczy.

Że nie jest ładny.

Że za mało wie.

I że niewystarczająco dobrze radzi sobie w życiu

Każdy.

***

Nałóg bierze się z braku.

Z tego, że jesteś pusty w środku. Pusty i zaniepokojony.

Nałóg bierze się stąd, że mimo tego, co jest na zewnątrz i w dowodzie osobistym, i w CV, w środku jesteś smutną grubaską. I cokolwiek by się działo- jesteś smutną grubaską. Jesteś rudym konusem, którego przezywali w podstawówce.

Jesteś brzydki.

Jesteś gorszy.

Nikt nie chce z tobą spędzać czasu.

Sonic Youth śpiewają o tobie: You aren't never go anywhere.



Książkę, z której pochodzą powyższe cytaty czyli "Najgorszego człowieka na świecie" (tak na marginesie dodam, że to chyba jeden z najbardziej intrygujących tytułów na jakie się kiedykolwiek natchnąłem i, z tego co pamiętam zwrócił moją uwagę na półce w księgarni, zanim jeszcze wiedziałem cokolwiek odnośnie  poruszanej w nim treści. Nie zdecydowałem się jednak po niego sięgnąć, ponieważ obawiałem się jakiegoś ckliwego romansu) autorstwa Małgorzaty Halber poleciła mi jakiś czas temu koleżanka twierdząc, że istnieje spora szansa, że przypadnie mi do gustu.

Zacznę jednak od tego, że mimo wszystko trochę się tej pozycji obawiałem. Przeczytałem bowiem, że dotyczy uzależnień a muszę przyznać, że jakoś nie specjalnie przepadam za książkami czy filmami dotyczącymi tej tematyki. Poza nielicznymi wyjątkami, takimi jak chociażby genialne "Requiem dla snu" czy wybitny "Wstyd" z rewelacyjną kreacją mojego ulubionego aktora Michaela Fassbendera wymienione wyżej pozycje kojarzą mi się bowiem z nachalnym dydaktyzmem, epatowaniem cierpieniem a przede wszystkim z "umoralniającymi" programami puszczanymi nam w szkole na lekcjach religii. 

Muszę jednak powiedzieć, że kiedy już przełamałem swój opór i zacząłem tę pozycję czytać, to nie mogłem się oderwać. Bo choć sam nie mam raczej problemu z jakimikolwiek nałogami, to jednak poczułem z bohaterką dziwną więź pozwalającą mi ją zrozumieć a nawet, do pewnego stopnia, się z nią utożsamiać.

Wszak mam graniczące z pewnością wrażenie, że alkoholizm i narkomania naszej protagonistki mimo wszystko nie są najważniejszym tematem tej smutnej, poruszającej i przygnębiającej książki.  Ba! Ośmielę się stwierdzić, iż powyższe problemy bohaterki stanowią jedynie pretekst do opowiadania o ciężkim losie jednostki w coraz bardziej unifikującym się świecie oraz o próbach radzenia sobie z introwertyzmem, wiecznym poczuciem niższości oraz "bólem istnienia" czyli tematami, które (nie będę tego ukrywać) są mi niepokojąco bliskie. 

Nałogi zdają się w tym pomagać ponieważ tworzą bezpieczną iluzję. Dodają pewności siebie, pozwalają się otworzyć łagodzą stres, wypełniają wewnętrzną pustkę, pozwalają "normalnie" rozmawiać z innymi ludźmi a przede wszystkim sprawiają, że ma się wrażenie, iż nasza egzystencja na tym "padole łez" mimo wszystko posiada choć odrobinę sensu. 

Podsumowując. Gorąco polecam każdemu zapoznanie się z twórczością Małgorzaty Halber. Mimo licznych wulgaryzmów to naprawdę kawał doskonałej, pobudzającej do myślenia literatury. Można tylko podziwiać autorkę, że, jeśli choć część z opisanych tu sytuacji ma kontekst autobiograficzny,  miała odwagę do tego stopnia otworzyć się przed czytelnikiem. 

poniedziałek, 23 października 2017

5 filmów, które doskonale mnie opisują


Niech Cthulhu będzie z wami! 

Było już pięć książek, za pomocą których mógłbym próbować opisać siebie to teraz pora na pięć tytułów filmów. Od razu przyznam, że wybór nie był prosty ponieważ potencjalnych kandydatów było co najmniej dwa razy więcej niż miejsc, ale mimo wszystko uważam zestawienie, które udało mi się przygotować za satysfakcjonujące. Z góry zaznaczam, że kolejność jest wyłącznie alfabetyczna i w żaden sposób nie wartościuje opisanych pozycji. 



Dziewczyna z szafy (2013) 
Reżyseria: Bodo Kox

Cudowny film, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Komercyjny debiut reżysera, który przez lata był ikoną polskiego kina niezależnego, opowiada bowiem historię kilku osób, z którymi mogę się w pełni identyfikować i odczuwać z nimi coś w rodzaju „duchowego pokrewieństwa”. Ludzi nadwrażliwych, emocjonalnie pogruchotanych, niekompatybilnych ze społeczeństwem (wymagającym by stać się, jak to ujął Erich Fromm, „egotycznym narcyzem”), zagubionych w szarej tkance wrogiej wszelkim odchyłom od normy codzienności, szukających ucieczki od rzeczywistości w szukający schronienia w ekscentrycznych rytuałach i zmyślonych światach oraz nie potrafiących, że się tak wyrażę, „poświęcić siebie na ołtarzu popularności”. 



Frank (2014) 
Reżyseria: Lenny Abrahamson

Kolejna pozycja na mojej liście, której bohater, podobnie jak ja jest nieco ekscentryczny i niedostosowany do "normalnego" świata. Świata powierzchownych stosunków międzyludzkich, w którym nie ma miejsca na autentyczną głęboką miłość rozumianą jako uczucie rodem z kart dziewiętnastowiecznych romansów. Przeciwnie! Króluje szybki seks i przypadkowe, płytkie relacje. W związku z tym nie dziwi poczucie osamotnienia jednostki, zwłaszcza jednostki myślącej. 


Melancholia (2011)
Reżyseria: Lars von Trier

Na mojej liście oczywiście nie mogło zabraknąć wielkiego skandalisty, kontestatora i prowokatora a przy okazji genialnego filmowca, którego każde dzieło jest artystycznym wydarzeniem i zawsze wywołuje gorące dyskusje i zacięte polemiki. Twórca ten bowiem nie tylko jest wielkim indywidualistą i oryginałem (a za takiego chciałbym uchodzić również ja) ale przede wszystkim lubuje się w ukazywaniu totalnej beznadziei i nie ukrywa swojej mizantropi. 


Papierowy bohater (2009)
Reżyseria: Kieran Mulroney, Michele Mulroney

Mądry i niezwykle ciepły film o samotności, niedostosowaniu do świata a przede wszystkim o potrzebie bliskości i wielkiej roli przyjaźni. Miałem bowiem to szczęście spotkać na swojej drodze kilka wspaniałych osób, którym wiele zawdzięczam. Poza tym w głębi duszy mimo wszystko jestem romantykiem, który nadal wierzy, że kiedyś uda mi się znaleźć "drugą połówkę". Osobę, która zrozumie moją odmienność i zaakceptuje takim, jakim jestem. W której towarzystwie po prostu będę się czuć dobrze i będę mógł z nią gadać o pierdołach. 


Mr. Robot 
Twórca: Sam Esmail

Wiem, że lekko naginam zasady, ale wydaje mi się, iż produkcja Sama Esmaila doskonale tu pasuje ponieważ jest to serial przeznaczony przede wszystkim dla ludzi, którzy czują, że "z tym światem jest coś nie tak". Czyli między innymi dla mnie.

niedziela, 15 października 2017

Najlepsze horrory XXI wieku

Niech Cthulhu będzie z wami!

Z okazji przypadającego dziś piątku trzynastego oraz zbliżającego się wielkimi krokami Halloween przygotowałem zestawienie 13 moim zdaniem najciekawszych horrorów XXI wieku.

Miejsce 1. Demon

Udany polski horror to bowiem naprawdę rzadkie zwierzę. Długo dane nam było czekać na dobrą i w pełni satysfakcjonującą produkcję, który nie stara się ślepo kopiować wzorców hollywoodzkich, ale próbuje stworzyć, (oczywiście na tyle na ile jest to możliwe w kulturze „recyklingu idei”) coś własnego i oryginalnego osadzonego w naszych realiach i opartego na rodzimych wierzeniach. Na szczęście Marcin Wrona przygotował dla nas prawdziwą ucztę. Dzieło atmosferyczne, intrygujące, subtelne (czyli bez niepotrzebnego epatowania krwią i jump scenkami) oraz niepokojące, którego właściwie każdy element zasługuje na najwyższe słowa uznania.

Miejsce 2. O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu

Niezaprzeczalny dowód na to, że przy odrobinie talentu nawet w takim, zdawałoby się całkowicie wyeksploatowanym podgatunku jak kino wampiryczne nadal można stworzyć coś świeżego i oryginalnego.

Miejsce 3. Córki Dancingu

Jeden z najdziwniejszych, najbardziej porytych i najoryginalniejszych filmów jakie widziałem w ostatnich czasie, zwłaszcza jeśli mówimy o osiągnięciach polskiej kinematografii. Utrzymany w konwencji baśniowej kolorowy i doprawiony sporą dawką oniryzmu miszmasz horroru, musicalu, romansu oraz komedii. Dzieło pod każdym względem bardzo specyficzne o czym najlepiej świadczy fakt, że większą popularnością cieszy się na świecie niż w naszym pięknym kraju.

Miejsce 4. Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii

To się nazywa debiut! Robert Eggers, który do tej pory zajmował się wyłącznie kostiumami postanowił spróbować swoich sił również na polu reżyserii i stworzył dzieło, przy którym ręce same składają się do oklasków i które sprawiło, że warto będzie śledzić jego kolejne dokonania. Obraz może niekoniecznie widowiskowy ale za to intrygujące, trzymające w napięciu, świetnie zagrane oraz bardzo, bardzo klimatyczne. Film, który zdecydowanie polecam, gdyż według mnie jest to jeden z najlepszych horrorów jakie powstały od kilku lat!

Miejsce 5. Sauna

Niesamowity, lekko oniryczny, przepełniony magią i niezwykle mroczny klimat bazujący na lokalnych wierzeniach i potęgowany przez kapitalną stronę wizualną. Rewelacyjny kawałek kina, które nie jest tylko "pustą rozrywką" ale które niepokoi, zadaje ważne pytania i zostaje w głowie jeszcze długo po seansie.

Miejsce 6. Dom w głębi lasu

To jeden z tych filmów, które lepiej się ogląda im mniej się o nich wie. Jeśli jednak miałbym coś na jego temat krótko powiedzieć to, że jego głównym targetem są widzowie, którym podobały się filmy typu "Krzyk" albo "Tucker i Dale versus Evil", którym odpowiada postmodernistyczna zgrywa i zabawa konwencją oraz lubią bawić się w odnajdywanie nawiązań do klasyków gatunku takich jak np. "Martwe Zło" to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie się dobrze bawić

Miejsce 7. Pontypool

Ten kanadyjski obraz to najlepszy dowód na to, że wciąż jeszcze liczy się pomysł na to jak zaintrygować widza ciekawą i nietypową historią. Pod fasadą zwyczajnego horroru kryje się prawdziwa perła stworzona do fascynującej lektury pomiędzy wierszami. Dzieło, które można by określić jako bardzo teatralny ponieważ wszystkie emocje, cały klimat i dramaturgia budowane są niemal wyłącznie przez dialogi i grę aktorską. Dodając do tego wspomnianą już ograniczoną przestrzeń, mistrzowsko dozowane napięcie, odpowiednią dawkę makabry oraz wysmakowaną typowo postmodernistyczną karkołomną zmianę konwencji z mocnym nieprzewidywalnym zakończeniem otrzymujemy coś co ma wszelkie cechy by na długi czas pozostać w naszej pamięci. Jako fan horroru życzyłbym sobie więcej takich filmów.

Miejsce 8. Skarb

Najlepszy dowód na to, że w przypadku horrorów mniej oznacza czasem więcej. Darling bowiem to film stawiający nie na epatowanie ekranową makabrą co raczej na konsekwentnie budowaną niepokojącą atmosferę, budzącą skojarzenia z filmami mojego ulubieńca Romana Polańskiego. Największą zaletą tego dzieła jest jednak bez wątpienia śliczna i urocza Lauren Ashley Carter, która dość jednoznacznie udowodniła, że jest nieprzyzwoicie utalentowana, że posiada niezaprzeczalną ekranową charyzmę (te oczy!) oraz, że bez wątpienia zasługuje na odgrywanie pierwszoplanowych ról w znacznie większych projektach. Skoro bowiem tak doskonale poradziła sobie z tym arcytrudnym zadaniem jakim było utrzymanie wyłącznie na swoich wątłych barkach ciężaru takiej produkcji jak "Skarb" to zdecydowanie nie ma dla niej zadań niemożliwych.

Miejsce 9. Babadook

Dzieło ciekawe i niebanalne, które niewątpliwie docenią, (nierozpieszczani ostatnimi czasy przez filmowców), widzowie preferujący horrory posiadające klimat grozy, głębię czy interesującą historię a nie potoki krwi, i epatowanie obrzydlistwem.

Miejsce 10. Coś za mną chodzi

Tytuł unikający epatowania tanim efekciarstwem, co niestety jest cechą dystynktywną większości współczesnych horrorów, ale za to stawiający na umiejętnie wykreowany klimat niepokoju, wciągającą historię, ciekawy koncept fabularny, urzekający oldschoolowy feeling oraz posiadające dość niespodziewane zakończenie.

Miejsce 11. Excision

Mówi się, że dobry film to taki, który zostaje w pamięci na długo po seansie i zmusza do przemyśleń na jego temat. No cóż. Jeżeli to prawda, to „Excison” jest niewątpliwie właśnie takim filmem. Dawno nie widziałem bowiem produkcji, która przeplatając ze sobą tak zdawałoby się diametralnie od siebie różne filmowe światy jak wizje niczym z najdzikszego snu szaleńca (pasujące bardziej do estetyki kina autorskiego i takich twórców jak Luis Bunuel, Alejandro Jodorovsky czy David Lynch) z jednej strony a scenami pozornie normalnymi jakie można znaleźć w każdym dramacie o zbuntowanych i niezrozumianych przez świat nastolatkach z drugiej sprawiałaby wrażenie skonsolidowanego i spójnego wewnętrznie dzieła.

Miejsce 12. Dom Diabła

Mam wrażenie, że Ti West urodził się zdecydowanie za późno i wylądował w niewłaściwej estetyce horrorów, czasach kiedy w strasznych historiach liczy się tylko "citius, altius, fortius". Krew i seks. On natomiast stara się robić niezwykle wysmakowane kino, które w latach o dwie dekady wcześniejszych znalazłoby szerokie grono wyznawców a on sam mógłby być dziś wymieniany w panteonie horrorowych sław. To nie w opowiadanej historii tkwi bowiem największa siła tego seansu, ale w zmuszeniu nas do tego aby po prostu chłonąć niezwykle oldschoolową atmosferę, jakiej dziś się w filmach grozy niemal nie spotyka, a którą można porównać do lektury dzieł Stefana Grabińskiego oraz w umiejętności zaintrygowania odbiorcy do tego stopnia, że ten będzie zafascynowany przebiegiem akcji do tego stopnia, że nie wyłączy telewizora nawet mimo kilku nudniejszych i mniej wciągających momentów (takich jak chociażby wątek przyjaciółki naszej heroiny czy wspomniane tu już bezsensowne łażenie po pustym jak portfel studenta domu).

Miejsce 13. Oculus

Mike Flanagan, autor kapitalnej „Absentii” (którą tak swoją mogę polecić każdemu, kto lubi dobre kino grozy) po raz kolejny bowiem mnie nie zawiódł i pokazał, że nawet z tak szablonowego w gruncie pomysłu jak uczynienie główną siłą sprawczą nawiedzonego lustra (szczególnie wobec tak udanych produkcji jak „Lustra” czy „Odbicie Zła”) przy odrobinie talentu można „wycisnąć” interesujący film.

sobota, 14 października 2017

5 książek, które najlepiej mnie opisują!

Niech Cthulhu będzie z wami!

Muszę przyznać, że do przygotowania tego zestawienia zainspirował mnie wpis na blogu mojej przyjaciółki Marty (Swoją drogą serdecznie polecam zajrzeć, gdyż można tam znaleźć recenzje książek (acz nie tylko, gdyż zdarzają się również refleksje na temat filmów czy seriali) napisane ze swadą i niekwestionowanym znawstwem tematu, czyli tym wszystkim, czego mnie niestety brakuje). Czytając je zacząłem się zastanawiać za pomocą jakich pozycji książkowych mógłbym opisać siebie. Wybór był bardzo trudny, gdyż książki, które do mnie przemawiają są dość specyficzne a bohaterowie, z którymi się utożsamiam są praktycznie identyczni. Mógłbym zatem wymienić wiele pozycji (takich jak np. genialny "Mały Palec Buddy" Pielewina, niesamowitym schizofreniczne powieści P. K. Dicka, "Kulturę Manii" Tomasza Olchanowskiego czy fantastyczny "Proces" Kafki), w których ogromną rolę odgrywa wyobraźnia a protagoniści widzą świat inaczej (najczęściej znacznie szerzej) od reszty otaczającego ich społeczeństwa, co sprawia, że nie potrafią (ale też nie bardzo chcą) się przystosować do "normalnych" reguł gry. Jednak miejsc na liście jest tylko 5.  Mimo wszystko jednak coś tam udało mi się przygotować i wydaje mi się, iż zestawienie jest całkiem interesujące zatem serdecznie zachęcam do lektury.

Miejsce 1.

"Nagi Lunch" 
William S. Burroughs 

Jak pewnie zauważyliście jestem wielkim fanem wszystkiego co dziwne, niejednoznaczne, wyraziste, zapadające w pamięć, maksymalnie zwichrowane i urzekająco kreatywne.Dodatkowo słyszałem ostatnio opinię, że niezwykle przypominam autora z wyglądu, z czym prawdę mówiąc  trudno się nie zgodzić. Dlatego też muszę wspomnieć o książce, w której Burroughs wzniósł się na absolutne wyżyny talentu i stworzył prawdopodobnie najdziwniejsze dzieło, z jakim kiedykolwiek przyszło mi obcować. 

Miejsce 2. 


"Lot nad kukułczym gniazdem" 
Ken Kesey 

Książka, o której można powiedzieć, że jest manifestem wolności oraz wyrazem sprzeciwu wobec skonwencjonalizowanej i zunifikowanej rzeczywistości próbującej "upchnąć" każdego do odgórnie narzuconej szufladki. Ostatnio zauważyłem bowiem, że bardzo często czuję się jak McMurphy uwięziony w miejscu, do którego nie pasuje. 

Miejsce 3. 


"Mapa i terytorium" 
Michel Houellebecq

Właściwie mogłaby się tu znaleźć każda powieść stworzona przez tego autora. Houellebecq bowiem to moja "pokrewna dusza". Oryginał i outsider a przede wszystkim bezlitosny oraz absolutnie  bezkompromisowy krytyk współczesnego świata, którego (jak wprost stwierdza w jednej ze swoich książek) zdecydowanie nie lubi. 

Miejsce 4. 



"Obcy" i "Upadek" 
Albert Camus 


Wiem, że trochę naginam zasady, ale ciężko mi rozdzielić, która z tych wspaniałych powieści wielkiego francuskiego egzystencjalisty podobała mi się bardziej. Dla mnie są one bowiem komplementarne. Jestem bowiem nie tylko nonkonformistą ale przede wszystkim skrajnym indywidualistą, stawiającym jednostkę ponad kolektyw, zatem obydwa dzieła oczarowały mnie swoim antyspołecznym przekazem, z którym się w stuprocentach zgadzam oraz ponurym wydźwiękiem.


Miejsce 5. 


"Kraina Traw" 
Mitch Cullin

Kolejny dowód na to, iż jestem wielkim fanem wszystkiego co dziwne, niejednoznaczne, wyraziste, zapadające w pamięć, maksymalnie zwichrowane i urzekająco kreatywne.Bez wątpienia bowiem jedno z najoryginalniejszych dzieł, jakie kiedykolwiek zdarzyło mi się czytać! Autor osiąga tu bowiem tak absolutne mistrzostwo świata i okolic w kreowaniu niepokojącego, mrocznego klimatu przesyconego niepowtarzalną aurą narkotycznych wizji, w których wszystko jest możliwe oraz tak niesamowitą atmosferą, że książka autentycznie wciąga i fascynuje. Do tego stopnia, że kompletnie wsiąkłem w wykreowany przez pisarza świat i nie chciało mi się ani na moment przerywać tej chorej jazdy.

piątek, 13 października 2017

20 najprzystojniejszych aktorów

Niech Cthulhu będzie z wami!

Doszedłem ostatnio do wniosku, że  aby uniknąć potencjalnych zarzutów o faworyzowanie jednej płci listami najpiękniejszych aktorek warto byłoby pokusić się o sporządzenie, a właściwie to gruntowne odświeżenie ubiegłorocznego zestawienia przygotowanego jeszcze na potrzeby poprzedniego bloga,  rankingu najprzystojniejszych aktorów. Oczywiście kierowałem się wyłącznie własnym gustem, zatem z góry przepraszam wszystkie kobiety za to, jak bardzo mój wybór rozminął się z waszym gustem a zwłaszcza zdrowym rozsądkiem! Zdaje sobie bowiem sprawę, że z racji ograniczonej liczby miejsc nie wszyscy potencjalni pretendenci ( Tacy jak choćby Eddie Redmayne, Mads Mikkelsen, Daniel Bruhl, Jesse Eisenberg, Robert Downey Jr., Luke Evans czy Gary Oldman) mogli się tutaj zmieścić.Mimo wszystko jednak mam nadzieję, że lektura będzie interesująca a może nawet uda mi się was choć raz zaskoczyć. Może więc nie zostanę ukrzyżowany za herezje a przynajmniej jeszcze nie teraz. Zatem nie przedłużając przedstawiam moje zestawienie 20 najprzystojniejszych aktorów