czwartek, 11 maja 2017

20 najładniejszych aktorek na świecie

Niech Cthulhu będzie z wami!

Od ostatniego tego typu zestawienia (Możecie go znaleźć tu) na moim blogu minął prawie rok. Uznałem więc, że najwyższa pora do niego wrócić i przekonać się czy mój gust odnośnie urody kobiet prezentujących się na srebrnym ekranie  uległ znaczącym zmianom. A zatem jeśli jesteście ciekawi jaką aktorkę uważam za najpiękniejszą kobietę na świecie serdecznie zapraszam do lektury ;) 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Amok (2017)

Niech Cthulhu będzie z wami!



Na początek kilka słów wprowadzenia. "Amok" czyli podobno jeden z najgłośniejszych polskich filmów ostatnich lat opowiada historię Krystiana Bali, autora wydanej w 2003 roku książki zatytułowanej "Amok" (stąd też tytuł filmu). 

Został on oskarżony o dokonanie brutalnego zabójstwa, które potem miał ze szczegółami opisać w wyżej wspomnianej książce. Bala został skazany na 25 lat jednak wątpliwości w sprawie jego winy pozostały do dziś.  Sam proces jest, przynajmniej jak do tej pory największym poszlakowym procesem w historii polskiego sądownictwa a o samej sprawie opisywały m.in. BBC, "Guardian", "New Yorker", "Time", "Daily Mail", "The Washington Post", "Der Spiegel", "Le Figaro", "Le Parisien" i "Telegraph".

Muszę powiedzieć, że powyżej zarysowany koncept fabularny brzmiał interesująco, zatem nie można się chyba dziwić, iż  "Amok" był jednym z najbardziej oczekiwanych przeze mnie filmów roku. W końcu udało mi się go obejrzeć i mimo drobnych niedoróbek (Przykładowo nie wydaje mi się możliwym, aby nawet po czterech latach kobieta mogła nie rozpoznać charakteru pisma swojego męża. W dodatku intelektualne tropy, jakie rzucała Adamik były momentami aż nazbyt oczywiste. Nietzsche i jego twierdzenie o otchłani? Przecież to już wyświechtany symbol, który dawno utracił swoje pierwotne znaczenie) i lekkiego niedosytu (mam wrażenie, że potencjał tkwiący w historii został ledwie liźnięty) mi się generalnie podobał.

Podobał mi się klimat i pewna moralna ambiwalencja. Podobała mi się gra aktorska Mateusza Kościukiewicza oraz (a może powinienem powiedzieć przede wszystkim) Łukasza Simlata, którzy wykonali kawał dobrej roboty. Podobała mi się także śliczna jak obrazek Zofia Wichłacz.

Jednocześnie przyznam, że po seansie rozumiem obiekcje rodziny ofiary. Film może bowiem nie gloryfikuje wprost Krystiana Bali (przedstawiono go bowiem w dość niekorzystnym świetle jako megalomana i uwielbiającego manipulować ludźmi psychopatę) ale jednak sprawia, że podobnie jak to miało miejsce w przypadku Hannibala Lectera zaczyna on nas fascynować. Mnie "Amok" zachęcił do tego by mimo wszystko dać szansę książce. Raz już nawet próbowałem, ale  z tego co zdążyłem się zorientować po pobieżnym przejrzeniu kilku stron (bo mimo usilnych starań nie dałem rady się w to wbić głębiej) zahacza o totalny bełkot z takimi fragmentami jak:
*Fragment 1* W larwarium książkowych wandali wyklułem się po milionach lat dojrzewania. Przeleżałem jakiś czas w inkubatorze wstydu. Późno zacząłem ssać pierś literackiej tradycji. Późno zacząłem raczkować. Późno zacząłem chodzić po ukwieconym ogrodzie zabaw przypadku. W ogóle byłem jakiś opóźniony. Martwiła się tym moja mama, Madame Melancholia.
*Fragment 2* Zastanawiam się długo, od czego zacząć. Przecież ludzie mają już dosyć fabuły i charakterystyki postaci. To nie składa się na obraz życia czy czegokolwiek w zasadzie. Rozdygotane życie podpowiada mi jednak kilka historii. Prawdę i szczerość zastępuje sposób opisu. Fabularny trawnik wymaga koszenia. Niczym kwaśny deszcz, przeciekam przez podszewki największych światowych aglomeracji, niemogących ustać w spoczynku i drżących jak galaretki na wadze. Poparzona skóra alergicznego czytelnika, idealnego czytelnika, bo cierpiącego na bezsenność, jest dowodem, że nic nie zrozumiał. A ja bawię się w najlepsze, tylko czasami jakiś biust przeistacza się w tego dwugłowego robaka, wwiercającego się w mój mózg niczym jakiś rozwodniony, nieokreślony nowotwór złośliwy.


W ogóle warto wspomnieć, że  pierwotnie za reżyserię filmu opartego o tę historię miał się zabrać Roman Polański. Szkoda, że nie mu nie wyszło, bo materiał wydaje się być bardzo w jego stylu i jestem bardzo ciekaw rezultatu! 

środa, 19 kwietnia 2017

10 najlepszych filmów SF XXI wieku


Niech Cthulhu będzie z wami!

Wziąłem niedawno udział w przeprowadzonym przez "Klub Miłośników Filmu" mającym na celu wybranie najlepszych filmów SF XXI wieku. Ponieważ jednak moja lista jest bardzo hermetyczna i dość specyficzna nie spodziewam się by jakiekolwiek produkcje na niej zawarte osiągnęły zawrotną popularność w masowym głosowaniu. Dlatego też postanowiłem ją zaprezentować na swoim blogu. Dodam także, iż wybór dziesięciu był bardzo trudno i żałuję, że nie mogło się na niej znaleźć jeszcze kilka innych wartościowych produkcji takich jak "Arrival", "Dystrykt 9", "Incepcja", "Moon" czy "Zakochany bez pamięci" 

Miejsce 1. Mr. Nobody

Uzasadnienie 

Produkcja niemalże wybitna, do której obejrzenia przekonała mnie onegdaj przyjaciółka i będę jej za to dozgonnie wdzięczny! Film zachwycający od strony technicznej, perfekcyjnie zmontowany, jeszcze lepiej zagrany (warto w tym miejscu podkreślić bardzo dobrą dyspozycję Jareda Leto w roli naszego głównego protagonisty czyli tytułowego pana Nikt), posiadający niezaprzeczalną głębię oraz zrealizowany w onirycznym stylu, który absolutnie uwielbiam.

Miejsce 2  Melancholia 

Uzasadnienie 

Niezwykle oryginalna wizja końca świata jaką zafundował nam (nie bójmy się tego słowa) jeden z największych współczesnych reżyserów zrobiła na mnie ogromne wrażenie (Prawie takie, jakie swego czasu wywarł na mnie "Czarny Łabędź" Darrena Aronofsky'ego), zmusiła do myślenia i pozostała w głowie na długo po seansie. Film mnie wciągnął do tego stopnia, iż mimo wiedzy o tym jak cała ta historia się skończy nie mogłem oderwać wzroku od ekranu.

Miejsce 3. Watchmen - Strażnicy

Uzasadnienie 

Jeszcze nikt nie zrobił lepszego i głębszego filmu o superbohaterach niż Zack Snyder

Miejsce 4. Upstream Color

Uzasadnienie

Żywy dowód na wyższość kina niezależnego, w którym wciąż jeszcze można znaleźć w miarę oryginalne idee i utalentowanych twórców nad wysokobudżetowymi produkcjami hollywood sprowadzającymi się do bycia kopią kopii. Swoją drogą warto również sięgnąć po "Wynalazek" tego samego reżysera Shane'a Carrutha

Miejsce 5. Lobster/The Lobster 

Uzasadnienie 

Przygnębiająca, acz jak najbardziej realna wizja przyszłości. Film greckiego reżysera Yorgiosa Lanthimosa (Twórcy kapitalnego "Kła") nie schlebia gustom masowego widza i nie należy do gatunku „kino lekkie, łatwe i przyjemne do natychmiastowego zapomnienia". Wręcz przeciwnie! To produkcja specyficzna, którą albo się pokocha albo znienawidzi. Ja pokochałem!

Miejsce 6. Ostatnia miłość na Ziemi/Perfect Sense Uzasadnienie 

Kolejny seans, który zawdzięczam wspomnianej wyżej przyjaciółce. Kino wyciszone, skłaniające do kontemplacji i pozostające w głowie po seansie. Dodatkowym atutem jest dla mnie osobiście fakt, że gra w nim najpiękniejsza kobieta na świecie Eva Green.

Miejsce 7. Zbrodnie Czasu/ Los Cronocrímenes 

Uzasadnienie 

Odważę się stwierdzić, że jest to zdecydowanie najlepszy film o podróżach w czasie. Dowód na to, że nie potrzeba wielkich gwiazd czy zapierających dech w piersiach efektów specjalnych by przyciągnąć widza do ekranu na pełne dziewięćdziesiąt minut i sprawić by emocjonalnie zaangażował się w przedstawianą mu historię.

Miejsce 8. Za czarną tęczą / Beyond the black rainbow 

Uzasadnienie 

Reprezentant dokładnie takiego kina jakie lubię najbardziej czyli niepokojącego, enigmatycznego, nie udzielającego prostych odpowiedzi i sprawiającego, że seans jest niepowtarzalnym doświadczeniem. 

Miejsce 9. Ona/Her 

Przeurocza, niebanalnie opowiedziana oraz wywołująca realne emocje opowieść o desperackim poszukiwaniu choćby namiastki uczucia w świecie opanowanym przez samotność

Miejsce 10 Początek/I Origins

Uzasadnienie 

Dzieło, które w pełni docenią ci, którzy nie boją się myśleć podczas seansu i którzy w tego typu produkcjach nie szukają wyłącznie jałowej papki. Obraz, który który wie co chce przekazać i świadomie oraz konsekwetnie dąży do wyznaczonego przez siebie celu.

piątek, 14 kwietnia 2017

Pierwszy zwiastun VIII części "Gwiezdnych Wojen"!!!




No cóż! Nie będę ukrywał, że wygląda to całkiem obiecująco, tak więc z nadzieją (nową? ;) ) czekam na premierę. Oby tylko był to film pod względem nastroju zbliżony bardziej do "Rogue One" niż "The Force Awakens", które choć mi się podobało to jednak, nie oszukujmy się, nie było specjalnie oryginalne.

wtorek, 4 kwietnia 2017

Dziś 38 urodziny obchodziłby nieodżałowany Heath Ledger :(






Pozwolę sobie do czegoś przyznać. Otóż bardzo obawiałem się jego występu jako Jokera w "Mrocznym Rycerzu". I to aż do tego stopnia, że długo zwlekałem z sięgnięciem po wyżej wspomnianą produkcję. Ba! Mało brakowało a nigdy bym jej nie obejrzał!

Po prostu w swej pamięci wciąż miałem fantastyczną interpretację Księcia Zbrodni zaproponowaną przez jednego z moich ulubionych aktorów czyli Jacka Nicholsona w filmie Tima Burtona. Wydawało mi się więc czymś nieprawdopodobnym, by można to było zrobić lepiej.

Nie pomagało również to, że aktor, który miał zastąpić niekwestionowaną "Legendę Kina", jaką jest Nicholson, był dla mnie wówczas kompletnym no-nejmem.

Jak bardzo się myliłem! Z perspektywy czasu muszę bowiem przyznać, że Ledger z łatwością mnie do siebie przekonał a przede wszystkim dowiódł, iż nie powinienem był w niego wątpić. Stworzył wspaniałą postać, którą (przez poważne różnice w interpretacji) mogę uwielbiać na równi z Jokerem Nicholsona. Swoją drogą zawsze śmieszą mnie ludzie, którzy te kreacje ze sobą porównują i piszą komentarze w stylu "Ledger to kwintesencja Jokera! Ledger to jedyny prawdziwy Joker! Nicholson zaorany".

Dodając do tego kapitalną dyspozycję, jaką zaprezentował w "Tajemnicach Brokeback Mountain" oraz ogólną, że tak to określę "ekranową charyzmę" otrzymujemy aktora, który zdecydowanie odszedł przedwcześnie, gdyż mógł jeszcze wiele razy nas oczarować swym nieprzeciętnym talentem!

niedziela, 2 kwietnia 2017

Serdeczne i szczere 100 lat dla najlepszego aktora na planecie!


Nie wiem czy wiecie, ale 40 urodziny obchodzi dziś Michael Fassbender, którego, jak pewnie zdążyliście zauważyć absolutnie uwielbiam i uważam za najlepszego na ten moment aktora na planecie! 

Ten nieprzeciętnie utalentowany i niesamowicie charyzmatyczny irlandczyk nigdy mnie bowiem nie zawiódł. Niezależnie od roli (a przypomnijmy, że ma na swoim koncie m.in. androida, tajemniczego rewolwerowca, seksoholika, Makbeta, asasyna czy lidera alternatywnej grupy rockowej) zawsze prezentuje się wyśmienicie i przyciąga wzrok do ekranu. Krótko mówiąc jest gwarantem jakości! 

Dlatego też życzę mu wszystkiego najlepszego! Samych ról godnych potencjału! Żeby jego kariera rozwijała się w takim tempie jak do tej pory a przede wszystkim żeby w końcu dostał już od dawna zasłużonego Oscara! 

A ja chyba sobie z tej okazji obejrzę sobie jakiś film z jego udziałem. Wam natomiast zostawiam znalezioną w Internetach kompilację ku czci.  Enjoy! 

piątek, 31 marca 2017

Legion (2017 - )


Niech Cthulhu będzie z wami!




Wydaje mi się, że ten obrazek z Aubrey Plazą (która (co czuję się zobligowany  wyjaśnić wobec wyrażonych przez moją koleżankę wątpliwości), nie jest aktorką porno  A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), iż pozwolę sobie tak to ująć,  wyraża więcej niż tysiąc słów czyli najlepiej i najtrafniej podsumowuje moje myśli po obejrzeniu pierwszego sezonu serialu "Legion". 

Ale może zacznijmy od początku. 

"Legion", za którego powstanie odpowiadał Noah Hawley mający na swoim koncie m.in. udaną telewizyjną adaptację "Fargo" opowiada  historię zamkniętego w szpitalu psychiatrycznym Davida Hallera (Dan Stevens, którego można kojarzyć ze znakomitego "Gościa"), u którego w młodości zdiagnozowano schizofrenię i poddano terapii.

 Po dziwnym kontakcie z jednym z pacjentów Haller zaczyna zdawać sobie jednak sprawę, że głosy, które słyszy, i wizje, które czasem pojawiają się przed jego oczami, mogą być prawdziwe.

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, niespecjalnie przepadam za serialami. 

Ciężko jest mi bowiem przymusić się do regularnego śledzenia epizodów i potem "wypadam z rytmu". Oczywiście nie znaczy to, że nigdy ich nie oglądam. Aż tak źle nie jest! Po prostu muszę mieć ważne powody. 

Mam tu na myśli, że poleci mi go ktoś, kto jest dla mnie w ten czy inny sposób ważny (casus "Czarnego Lustra"), że będę chciał zweryfikować entuzjastyczne opinie ("Stranger Things")  albo zainteresuje mnie tematyka ("Detektyw"). 

Powodem, dla którego w tym wypadku zdecydowałem się zasiąść przed ekranem był: 

a) krótki czas trwania (tylko osiem odcinków); 
b) interesujący koncept fabularny;
 c) fakt, iż akcja dzieje się w moim ulubionym komiksowym uniwersum czyli świecie X-Men. 

I muszę przyznać, że absolutnie tej decyzji nie żałuję! Serial bowiem mnie całkowicie wchłonął i naprawdę żałuję, że na możliwość śledzenia kolejnych odsłon tej fascynującej historii trzeba będzie długo czekać! 

Dostajemy bowiem prawdziwą jazdę bez trzymanki. Szaloną, psychodeliczną, nieprzewidywalną a przede wszystkim urzekająco kreatywną, genialnie zrealizowaną, fantastycznie zagraną (Acz z oczywistych względów wyróżniają się głównie Aubrey Plaza i Dan Stevens), posiadającą arcyciekawą galerię postaci a przede wszystkim niezaprzeczalnie wciągającą opowieść, która zmusza nas do całkowitego zanurzenia się w zwichrowany świat wewnętrzny głównego bohatera. 

Jeśli zaś chodzi o sam finał to dla mnie był on niestety, że tak to ujmę, trochę "za prosty" jak na standardy wyznaczone przez poprzednie odcinki. W dodatku nie był pozbawiony elementów, do których mógłbym się przyczepić.

Przykładowo
[spoiler] do dziś nie wiem jaki był sens wprowadzania do gry Dywizji 3 i przywracania tego psychologa (czy kim on tam był) ,  skoro ich rola sprowadzała się w zasadzie wyłącznie do biernego obserwowania poczynań głównych bohaterów.  Chyba, że coś ważnego mi umknęło [/spoiler]

Jednak podczas oglądania innych seriali zdążyłem się przyzwyczaić, że wizja, którą jako widzowie kreujemy sobie w głowie podczas oglądania przerastają wykreowaną przez twórców  rzeczywistość, więc aż tak bardzo mnie to nie boli.

Gorąco polecam wszystkim fanom niekonwencjonalnych produkcji sięgnięcie po "Legion! Swoją drogą jestem niezmiernie ciekaw, co twórcy "wymodzą" w drugim sezonie. W każdym razie mogę z góry zadeklarować, że u mnie mają ogromny kredyt zaufania.

OCENA: 10/10