sobota, 15 lutego 2020

Parasite (2019)



Miałem dziś okazję obejrzeć  czarno- białą wersję "Parasite" i jestem zdania, że to raczej ciekawostka niż faktyczne ulepszenie. Największe wrażenie robi w tych momentach, kiedy filmowi Bong Joon-ho najbliżej do rasowego horroru czyli na przykład kiedy widzimy oczy "Ducha" wyłaniające się z ciemności.

Mam natomiast wrażenie, że tegoroczny zdobywca Oskara zdecydowanie zyskuje z każdym kolejnym seansem.

Niektóre filmy, zwłaszcza te oparte na "twistach" szokują bowiem za pierwszym razem, ale kiedy oglądasz ponownie widzisz, że cała zdawałoby się misterna konstrukcja trzyma się raczej na "słowo honoru" niż jakiegoś przemyślanego planu. Osobiście tak mam chociażby z "Podejrzanymi" Bryana Singera, którzy za pierwszym razem mnie zaskoczyli i zrobili na mnie ogromne wrażenie ale za kolejnym seansem, kiedy wiedziałem już dokąd to wszystko prowadzi cała intryga jawiła się jako fastrygowa. Z Parasite jest inaczej.

Za każdym razem (a widziałem ten film już łącznie pięć razy) odkrywam pozostawione przez twórców "wskazówki" mające nas naprowadzić na to, co wydarzy się w wielkim finale. W dodatku Bong wierzy w inteligencję widzów i to, że potrafią oni połączyć ze sobą fakty. Nie mamy więc chociażby łopatologicznych retrospekcji, które tłumaczą widzowi co się właśnie stało (patrzę tu na Jokera i scenę z Zazie Beetz).

środa, 8 stycznia 2020

Pierwsze koty za płoty!

Niech Cthulhu będzie z wami!






Obejrzałem dziś głośne "Koty" Toma Hoopera czyli jedną z największych finansowych porażek ubiegłego roku i muszę przyznać, że nie do końca rozumiem modę na hejtowanie tego filmu. W każdym razie ja się do niej nie przyłączę, bo mi się w sumie podobało. Nie wiem! Może to wynik tego, że ja ogólnie lubię specyficzne kino, czego dowodem może być fakt, że przy okazji wizyty kupiłem sobie bilet na "Mulholland Drive".

Jasne! Mam sporo zastrzeżeń do tej produkcji, która nie zbliża się do perfekcji jaką w mojej opinii jest musicalowa wersja z 1998 roku, którą miałem okazję oglądać kilka dni temu. Cała masa wad (beznadziejna aranżacja piosenki "Mungojerrie and Rumpelteazer", która w moim odczuciu kompletnie pozbawiła ten utwór "pazura"), dziwnych decyzji artystycznych (długo zajęło mi przyzwyczajenie się do kotów, myszy czy karaluchów z ludzkimi twarzami. Wyglądały mega niepokojąco. Plus aktorzy jako koty ocierające się o siebie w podejrzanie erotyczny sposób i chłepczące mleko z miseczki (Ian McKellen). Nie wiem kto wpadł na taki poroniony pomysł, ale nie wyglądało to dobrze) czy obsadowych pomyłek (Rebel Wilson jest żenująca) a poza tym nie dziwię się, że wiele osób razi "teatralność" i pewna epizodyczność (To wynik kurczowego trzymania się materiału źródłowego. Nie wiem! Może powinien się za tę ekranizację wziąć inny reżyser niż Tom Hooper, który ewidentnie nie czuje materiału źródłowego na tyle, by podjąć ryzyko wyjścia poza schemat) jednak ogólnie nie uważam, żebym zmarnował czas.

Zdecydowanie show skradł Jason Derulo, który pozostawia widza w poczuciu niedosytu ponieważ chciałoby się żeby jego postać odgrywała większą rolę, jednak warto zauważyć, że świetnie wypadła także debiutująca Francesca Hayward, po których ruchach widać solidne przygotowanie baletowe. Piosenki również działają idealnie (To akurat aspekt, który ciężko było zepsuć) Ba! Muszę przyznać, że nawet ze dwa razy miałem łzy w oczach. Konkretnie na "Beautiful Ghost" i "Memory" fantastycznie wykonanym przez Jennifer Hudson. (Co za głos! :o )

środa, 1 stycznia 2020

Podsumowanie roku 2019



Niech Cthulhu będzie z wami!



Zgodnie ze zwyczajem witam wszystkich w nowo rozpoczętym roku. Jednak zanim zaczniemy celebrować to co nadejdzie warto poświęcić kilka chwil na podsumowanie w kilku krótkich tego wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu świeżo minionych 12 miesięcy. Oczywiście skupię się niemal wyłącznie związanych z szeroko pojętą kulturą bo w końcu taki jest profil mojego bloga oraz zainteresowań, a nie chcecie słuchać o moich zmagania z pękniętą rzepką w kolanie, przez którą byłem unieruchomiony na dobrych kilka miesięcy. A zatem przechodząc do meritum:


Po pierwsze






Udało mi się zaprezentować krótkie wystąpienie poświęcone Obrazowi kobiety w horrorze podczas Podlaskiego Festiwalu Fantastyki "Chorcon" w Choroszczy. Na marginesie dodam, że ta prezentacji zainspirowała mnie nie tylko do napisania na ten temat swojego pierwszego artykułu naukowego ale także do zmiany tematu doktoratu na coś bliżej powiązanego z kinem grozy.


Po drugie








Poprowadziłem swoje pierwsze w życiu zajęcia ze studentami na temat „Wizerunek młodzieży w kinie”. Tak na marginesie mogę dodać, że w roli poważnego pana wykładowcy wypadłem całkiem nieźle (a przynajmniej takie mam wrażenie).


Po trzecie







Wziąłem udział w konferencji naukowej „Kultura polska w XXI wieku” gdzie zaprezentowałem wystąpienie na temat „Błazenada w kulturze w XXI wieku”.


Po czwarte







Rozwijałem się także pod względem teatralnym. Przykładowo miałem okazję i niewątpliwą przyjemność być w Teatrze Narodowym na „Kordianie” czy na opartym o motywy Mickiewiczowskich „Dziadów” spektaklu teatru Wierszalin.


Po piąte






Tradycyjnie już wziąłem udział w „Filmweb Offline”. Tym razem nie był on równie udany pod względem reperturu filmowego ponieważ w programie znalazł się tylko jeden tytuł, który uwzględniłem na swojej liście najciekawszych filmów roku. Dla atmosfery oraz arcyciekawych filmowych dyskusji warto się jednak było wybrać.


Po szóste








Wreszcie udało mi się odwiedzić Łódź (z której pochodzi część mojej rodziny, konkretnie moja świętej pamięci prababcia Janina) oraz Festiwal "Kamera, Akcja!", na który planowałem się wybrać już od dawna ponieważ naczytałem się opowieści o fantastycznym repertuarze (wśród zróżnicowanych propozycji filmowych nie było filmu, który można uznać zły. Przeciwnie! Dzięki genialnie przeprowadzonej selekcji każdy widz mógł znaleźć coś dla siebie ponieważ do wyboru była klasyka (Filmy Jean- Pierre'a Melvilla), kinowe świeżynki ("Parasite", "Midsommar", "Boże Ciało", "Mowa Ptaków" czy "Wysoka Dziewczyna"), filmy które nie doczekały się polskiej premiery ("Eight Grade" czy "Najlepsze Lata") a także kiczowaty film klasy B z lektorem komentującym na żywo ekranowe wydarzenia ("It's Alive III: Island of the Alive") oraz niesamowitej atmosferze więc chciałem mieć możliwość samemu tego wszystkiego spróbować. I muszę przyznać, że się nie zawiodłem! Właściwie jedynym zarzutem (jeśli można to w ogóle można tak traktować) jest fakt, że projekcje się na siebie nakładały tak więc nie było możliwości obejrzenia wszystkich filmów. Kiedyś trzeba było niestety jeść, spać oraz choć odrobinę pozwiedzać miasto, które do tej pory kojarzyło mi się jedynie z działalnością kolektywu artystycznego "Łódź Kaliska".


Podkreślenia godne są zwłaszcza niesamowite dyskusje, zarówno formalne (jak na przykład dyskusja do białego świtu, która mnie niestety zmogła) oraz te zdecydowanie ciekawsze czyli zakulisowe, które otworzyły mi w głowie szufladki i pozwoliły inaczej spojrzeć na kino jako zjawisko kulturowe a także na kulturę per se.Przykładowo miałem możliwość zapoznać się ze sposobami promocji filmów, poznać sposoby mówienia o klasykach, których się nigdy nie widziało, podyskutować o polskim kinie gatunkowym (ze szczególnym uwzględnieniem mojego ukochanego horroru), poznać ludzi, którzy również mają hopla na punkcie kina oraz rodziny Beksińskich oraz wygrać piwo za (jak się okazało wcale nie taką bezużyteczną jak mogło się wydawać) wiedzę na temat: "Wpływ waginy kochanki Hearsta na historię kinematografii ze szczególnym uwzględnieniem Obywatela Kane'a".


Po siódme








Miałem możliwość przebywać przez kilka dni w przeuroczych Radziejowicach na szkoleniu organizowanym przez Narodowe Centrum Kultury dla osób biorących udział w projekcie „Praktykuj w kulturze”. To cudowne doświadczenie pozwoliło mi nie tylko rozwinąć swoje kompetencje, ale również poznać wspaniałych ludzi, których towarzystwo niezwykle mi odpowiadało ponieważ łączyło nas zainteresowanie kulturą we wszelkich jej przejawach. Do końca życia zapamiętam trwające niemal do białego rana konwersacje na rozmaite tematy (takie jak na przykład kino rosyjskie albo kwestia tego, jakie zwierzęta są najsłodsze na świecie: pandy, foki czy może leniwce) oraz pasjonujące rozgrywki w "Mafię", dzięki którym to słowo „Mafia” nie będzie mi się już kojarzyło jedynie z groźnymi panami z Palermo i filmem „Ojciec Chrzestny".


Po ósme







W marcu udało mi się pójść na koncert mojego największego muzycznego odkrycia czyli zepołu "Kwiat Jabłoni", w którego skład wchodzi nieprzyzwoicie utalentowane rodzeństwo Sienkiewiczów (Dzieci Kuby Sienkiewicza z "Elektrycznych Gitar" czyli najsłynniejszego muzyka wśród lekarzy i najsłynniejszego lekarza wśród muzyków). Ich twórczość tak mnie zauroczyła, że płyta, którą dostałem na imieniny nie opuszcza mojego odtwarzacza ani na moment.


Po dziewiąte


Zdobyłem autograf profesora Tomasza Olchanowskiego czyli autora mojej „Biblii”, jaką jest "Kultura Manii". Książka ta pozwoliła mi inaczej spojrzeć na wiele spraw oraz bezlitośnie obnażyła iluzję tzw. "bezpiecznej normalności". Autor pokazał bowiem, że wszyscy jesteśmy "nienormalni", gdyż normalność tak naprawdę nie istnieje a to co uważamy za normalne zależy wyłącznie od przyjętych kryteriów.


Po dziesiąte


Miałem strasznie poryte sny. Śniło mi się, że byłem w Łodzi na jakimś festiwalu filmowym (czy czymś takim) gdzie podczas pokazu kina skandynawskiego spotkałem Adama Drivera, brałem udział w dyskusji na temat sensu życia i mizantropii (pamiętam, że stałem na stanowisku, że życie nie ma sensu) a na koniec wystąpiłem w "Mowie Ptaków" (przynajmniej takie miałem przeświadczenie podczas snu bo nie przypominam sobie takiej sceny) z Sebastianem Fabijańskim, gdzie zastanawialiśmy jak rozwiązać problem młodych ludzi okupujących drogi dojazdowe do Szkoły Filmowej i skandujących "Nie ma spacerowania!". Pamiętam, że moim sposobem na rozwiązanie problemu było albo ich rozjechać albo do nich strzelać co Fabijański uznał za znakomity komentarz na temat tego, że zaostrzenie stanowiska przez drugą stronę sporu nie jest żadnym wyjściem


Po jedenaste






Bawiłem się na ślubie mojej najlepszej przyjaciółki (Bawiłem oczywiście w cudzysłowie bo moja fobia społeczna na wiele zabawy mi nie pozwoliła), byłem na spotkaniu z moją ulubioną reżyserką Jagodą Szelc oraz zacząłem czytać “Czarodziejską Górę” Tomasza Manna (Na razie mogę powiedzieć tyle, że klimat jest niesamowity jednak czekam, aż coś się zacznie dziać. Podobno moje nadzieje są płonne, ale nie tracę wiary).



Po dwunaste



 


Zamknięto dwie najbardziej klimatyczne miejscówki w naszym mieście czyli Kawiarnię Lalek oraz Pub Hary. Z tym drugim miejscem wiążą się piękne wspomnienia, zwłaszcza z czasów mojej działalności w (również już nieaktywnej) grupie improwizacyjnej Mewa. Plus było to jedyne miejsce, w którym zawsze można było spotkać ciekawych ludzi (swoją drogą uświadomiłem sobie ostatnio jak wiele osób znam) oraz przejść przez drzwi do Narni ;)



Jak zatem widzicie moje życie, nie tylko kulturalne, obfitowało w minionym roku w wiele różnorodnych “atrakcji”. Ale pora wreszcie przejść do podsumowania roku pod względem filmowym. Tu też się bowiem wiele działo.


Odważę się nawet stwierdzić, że 2019 był jednym z najciekawszych okresów w kinie od dawna. Dostaliśmy bowiem filmy, do których chciało się wracać (na mojej liście znajdą się aż trzy tytuły, które w kinie widziałem więcej niż raz). które budziły szerokie spektrum emocji, które dzieliły widownie na skrajne obozy, skłaniały do zażartych dyskusji, prowokowały do myślenia czy stawiania pytań na temat kondycji współczesnego społeczeństwa, oraz mają szansę zapisać się w annałach. Mam nadzieję, że czekające na nas 365 dni nie będzie pod względem gorsze a wręcz dostarczy jeszcze więcej materiału do kolejnego podsumowania. Zwłaszcza, że już za trzy tygodnie będę miał okazję by na wielkim ekranie zobaczyć jeden ze swoich ulubionych tytułów czyli genialne “Mulholland Drive”.


To był między innymi rok, w którym “Avengers Endgame” zdemolowało światowy boxoffice I zakończyło trwające niemal dziesięć lat panowanie “Avatara” Jamesa Camerona. To był rok, w którym konkluzji doczekały się aż trzy wielkie narracje: “Gra o Tron”, “Gwiezdne Wojny” oraz “Infinity Saga”. Przy czym warto dodać, że tylko ostatnia z nich spotkała się z przychylnymi opiniami wśród większości fanów tych Uniwersów. To był rok, w którym niektórzy mistrzowie kina artystycznego (Martin Scorsese) wystąpili przeciwko kinu popularnemu, twierdząc, że jest ono wyłącznie “jarmarczną atrakcją”. To był rok, w którym z powodu buntu części studentów łódzkiej Filmówki Roman Polański odwołał swoje spotkanie zaplanowane w ramach festiwalu Cinergia. To był również rok, w którym pożegnaliśmy między innymi legendę kina eksploatacji Sida Haiga (pamiętnego Kapitana Spauldinga z szalonego “Domu 1000 trupów” w reżyserii Roba Zombie).


Ogólnie (nie licząc powtórek oraz krótkometrażówek) udało mi się obejrzeć 150 filmów, w tym 69, które na ekrany polskich kin lub na platformy streamingowe trafiły w 2019 roku. Dodatkowo pobiłem swój osobisty rekord, gdyż obejrzałem aż 30 różnych seriali. Do tej pory najlepszym rezultatem było ubiegłoroczne 13 tytułów.


Najlepszym z nich był bez wątpienia przerażający (głównie przez świadomość, że to wszystko oparte jest o prawdziwe wydarzenia) “Czarnobyl” jednak po piętach depcze mu nieobliczalne “The Boys” czyli najbardziej kreatywne podejście do tematyki superbohaterskiej oraz “demitologizacja” tego gatunku. Plus wielka rola Karla Urbana, którego charyzma “rozwala ekran” Wyróżnić należy także: kreatywne I zdecydowanie zbyt mało znane “Undone”; “Euforię” z niesamowitą Zendayą (jakim cudem nie została nagrodzona nominacją do Złotych Globów?); słodko-gorzkie “Fleabag”; “Marvelous Mrs. Maisel” z cudowną Rachel Brosnahan; Szalone “Love, Death and Robots”, czy wzruszające “After Life” od Ricky'ego Gervaisa.


Dobrze! Ale przejdźmy do tego, na co wszyscy najbardziej czekają czyli przyznania nagród za najlepsze dokonania na gruncie sztuki filmowej.




Tradycyjnie zaznaczam, że zestawienie to jest czysto subiektywne ponieważ przefiltrowane przez mój własny, trzeba dodać, że dość specyficzny gust. Zdaje sobie również sprawę, że mimo najszczerszych chęci nie wszystkie produkcje, które przypadły mi do gustu znajdą się na liście.


Tak jak mówiłem był to bardzo udany filmowo rok a moja lista nie jest z gumy. Dodatkowo pozwolę sobie nadmienić, że jestem świadomy, że brakuje tu kilku pozycji, które mogłyby (i pewnie powinny) się tu znaleźć, gdyby tylko udało mi się je obejrzeć




Najlepszy film animowany





„Zgubiłam swoje ciało” ( I Lost My Body)



Reżyseria: Jérémy Clapin


Makabryczna i szalona w swym pomyśle opowieść, która wbrew pozorom maksymalnie angażuje emocjonalnie i wzrusza do łez





Najlepszy film dokumentalny




„Ave Satan?” (Hail Satan)



Reżyseria: Penny Lane


Przewrotny i zaskakująco aktualny (nawet na polskim gruncie) dokument o wolności religijnej i hipokryzji.



Najlepszy horror



Nominacje



„The Lighthouse”


"Doktor Sen"


„Midsommar”


„Perfekcja”


„Ready or not”


„Satanic Panic”


„Truposze nie umierają”


Zwycięża





„Midsommar”



Ari Aster zdecydowanie polubiłby się z Jagodą Szelc! Genialne zdjęcia, niesamowity klimat i wielka kreacja aktorska Florence Pugh!

Duet roku

Nominacje



Willem Dafoe, Robert Pattinson „The Lighthouse”


Kaitlyn Dever, Beanie Feldstein „Booksmart”


Adam Driver, Scarlett Johansson „Marriage Story”


Leonardo DiCaprio, Brad Pitt „OUATiH”


Adele Haenel, Noemie Merlant „Portret kobiety w ogniu”


Zwycięża

Adele Haenel, Noemie Merlant „Portret kobiety w ogniu”



Minimalna wygrana. Równie dobrze mógłbym nagrodzić każdą inną z powyżej wymienionych par. Postawiłem jednak na relację zbudowaną na subtelnościach i niedopowiedzeniach.



Odkrycie roku

Nominacje



Katarzyna Chojnacka (Mowa Ptaków)
Maya Hawke (Stranger Things 3)
Margaret Qualley (OUATiH)
Zain Al Rafeea (Kafarnaum)
Samara Weaving (Ready or not)


Zwycięża




Samara Weaving (Ready or not)



W jej wykonaniu nawet szlachtowanie ludzi ma wiele wdzięku i gracji.


Najlepszy polski film

Nominacje



Boże Ciało (Jan Komasa)


Ja teraz kłamię (Paweł Borowski)


Monument (Jagoda Szelc)


Mowa Ptaków (Xawery Żuławski)


Zwycięża




Monument


Gorąco polecam obejrzeć "Monument" każdemu, kto nie boi się kina niesztampowego, oryginalnego i zmuszającego do myślenia. Produkcji przemawiających niemalże wprost do naszej podświadomości. Jest to bowiem jeden z tych obrazów, które nie koniecznie trzeba rozumieć, co raczej czuć. Takich dzieł w Polsce nie ma wielu, zatem każdą próbę należy doceniać.


Najlepsza aktorka


Nominacje


Ana de Armas (Knives Out)


Jessie Buckley (Wild Rose)


Olivia Colman (Faworyta)


Rebecca Ferguson (Doktor Sen)
Karen Gillan (Avengers Endgame)


Scarlett Johansson (Marriage Story)


Billie Lourd (Booksmart)


Lupita Nyong'o (US)
So-dam Park (Parasite)


Florence Pugh (Midsommar, Na ringu z rodziną)


Amandla Stenberg (Nienawiść, którą dajesz)


Emma Stone (Faworyta)


Tessa Thompson (Sorry to bother you)


Zwycięża



Florence Pugh



Czy naprawdę ktoś spodziewał się innego werdyktu niż „Majowa królowa”? Nieprzyzwoicie utalentowana i charyzmatyczna aktorka, która ma „papiery” na zrobienie oszałamiającej kariery i zdobycie tuzina Oscarów. W dodatku obchodzi urodziny zaledwie dwa dni przede mną. My koziorożce musimy trzymać się razem. 


Najlepszy aktor

Nominacje



Bartosz Bielenia (Boże Ciało)


Leonardo DiCaprio (OUATiH)


Adam Driver (Marriage Story, Raport)


Taron Egerton (Rocketman)


Chris Evans (Knives Out)


Sebastian Fabijański (Mowa Ptaków)


Lorenzo Ferro (Anioł)


Eddie Murphy (Dolemite)


Robert Pattinson (The Lighthouse)


Joaquin Phoenix (Joker)


LaKeith Stanfield (Sorry to bother you)


Zwycięża




Adam Driver

Swoich ziomków trzeba wspierać, a skoro już nawet mi się śni ... ;) Wszechstronny aktor, który potrafiłby zagrać nawet drzewo gdyby była taka potrzeba oraz nigdy nie schodzi poniżej bardzo wysokiego poziomu, błyszcząc nawet w słabych produkcjach (Rise of Skywalker)


Najlepsza ścieżka dźwiękowa



Nominacje



Michael Abels „US”


Jack Arnold „Wild Rose”


Mark Korven „The Lighthouse”


Hildur Guðnadóttir „Joker”

Jean-Baptiste de Laubier, Arthur Simonini "Portret kobiety w ogniu"


Matthew Margson „Rocketman”


Mary Ramos, Jim Schultz „OUATiH”


Zwycięża





Dawno temu w Hollywood



Pewnie powinna wygrać Guðnadóttir, która w tym roku stworzyła również genialną ścieżkę dźwiękową do serialu Czarnobyl, ale ja postanowiłem docenić „Dawno temu w Hollywood” ponieważ to właśnie do muzyki z tego filmu wracałem w ostatnim roku najczęściej.




Najlepsze zdjęcia

Nominacje



Jarin Blaschke (Lighthouse)


Claire Mathon (Portret kobiety w ogniu)


Pawel Pogorzelski (Midsommar)


Robbie Ryan (Faworyta)


Zwycięża





Claire Mathon (Portret kobiety w ogniu)



Praktycznie każdy kadr z tego filmu chciałoby się móc wydrukować, oprawić w ramki i powiesić na ścianie.




Najlepszy scenariusz

Nominacje



Bong Joon Ho (Parasite)


Noah Baumbach (Marriage Story)


Paweł Borowski (Ja teraz kłamię)


Jérémy Clapin, Guillaume Laurant (Zgubiłam swoje ciało)


Rian Johnson (Knives Out)


Boots Riley (Sorry to bother you)


Zwycięża





Rian Johnson (Knives Out)



Nawet nie wiedziałem jak bardzo brakowało mi do szczęścia takiego klasycznego kryminału będącego hołdem dla powieści Agathy Christie


Najlepszy reżyser

Nominacje



Ari Aster (Midsommar)


Robert Eggers (Lighthouse)


Bong Joon Ho (Parasite)


Rian Johnson (Knives Out)


Boots Riley (Sorry to bother you)


Céline Sciamma (Portret kobiety w ogniu)


Lorene Scafaria (Hustlers)


Jagoda Szelc (Monument)


Olivia Wilde (Booksmart)


Xawery Żuławski (Mowa Ptaków)


Zwycięża




Jagoda Szelc (Monument)

Nie będę ukrywał, że Jagoda Szelc to mój ulubiony filmowiec, który wnosi do polskiego kina taki "twórczy ferment". Podziwu godna jest odwaga z jaką, ta wciąż przecież młoda jeszcze, reżyserka, podąża wytyczoną przez siebie ścieżką kina „autorskiego” nie zwracając uwagi na powszechnie obowiązujące konwencje i schematy. Bawi się niedopowiedzeniami, żongluje gatunkami oraz potrafi umiejętnie stopniować napięcie dzięki czemu tworzy produkcje nieszablonowe, trudne do jednoznacznego „zaszufladkowania” czy definitywnej interpretacji.






Najlepszy film

Miejsce 20. (ex aequo)



Ja teraz kłamię

Reżyseria: Paweł Borowski


Mówiłem już kiedyś, że uwielbiam dziwne produkcje? Polski retrofuturyzm (kręcony na Śląsku)  czyli co by było, gdyby David Lynch stworzył odcinek Black Mirror po obejrzeniu Krainy Grzybów?







Perfekcja (The Perfection)

Reżyseria: Richard Shephard



Zdecydowanie jedna z najlepszych produkcji w ofercie Netflixa jeśli chodzi o filmy. Film, który intryguje i zaskakuje nieprzewidywalnymi zwrotami akcji.



Miejsce 19. 



Joker

Reżyseria: Todd Phillips



Bez wątpienia najgłośniejszy film tego roku ponieważ narosła wokół niego cała masa emocji. Głównie negatywnych. Sam film jest jednak bardzo udany. Połączenie "Króla Komedii" z "Taksówkarzem" oraz komentarzem społecznym rodem z "Fight Clubu" Davida Finchera dało mocne, intensywne i porażające studium popadania w obłęd. Mimo całej mojej miłości do "Watchmen" to właśnie "Jokera" uznałbym za najlepszy film komiksowy w historii. I to nawet mimo faktu, że ta opowieść nie potrzebuje komiksowego enturażu gdyż mogłaby śmiało stać "na własnych nogach".

  Miejsce 18. 





Wild Rose

Reżyseria: Tom Harper



Narodziła się nam nowa gwiazda a jej imię to Jessie Buckley! Buckley jest tu prawdziwym wulkanem energii, który wynosi tę dość schematyczną historię na zupełnie nowy poziom. Warto również podkreślić ścieżkę dźwiękową ze wzruszającym kawałkiem “Glasgow” na czele.

Miejsce 17.

Nazywam się Dolemite (Dolemite Is My Name!)

Reżyseria: Craig Brewer



Uwielbiam kiedy kino zajmuje się same sobą, kręcąc filmy o kręceniu filmów. Każdą taką pozycję łykam jak narkoman prochy. Dodatkowo ten film budzi pozytywne konotacje z “The Disaster Artist”.


Miejsce 16.

Avengers Endgame

Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo



Godne zwieńczenie ponad 20 filmów oraz 9 lat istnienia MCU. Szacunek należy się chociażby za sprawne połapanie wszystkich wątków oraz danie każdej z niezliczonych gwiazd choć odrobiny czasu na zabłyśnięcie.



Miejsce 15.

Historia Małżeńska (Marriage Story)

Reżyseria: Noah Baumbach



Popis wybitnego aktorstwa w wykonaniu duetu Driver – Johansson sprawia, że film dostarcza całe spektrum emocji.

Miejsce 14. 

 

Rocketman

Reżyseria: Dexter Fletcher



Nie rozumiem dlaczego o tym filmie jest tak cicho. Przecież pod każdym możliwym do wyobrażenia względem jest dużo lepszą produkcją niż “Bohemian Rhapsody” a Egerton zjada Maleka bez popitki.





Miejsce 13. 

 

Przepraszam, że przeszkadzam (Sorry to bother you)

Reżyseria: Boots Riley


Co za niesamowita przygoda! Dawno nie widziałem czegoś tak rozkosznie szalonego, nieprzewidywalnego i absurdalnego. Tessa Thompson is my queen!


Miejsce 12.   


Zabawa w pochowanego (Ready or not)

Reżyseria: Matt Bettinelli-Olpin, Tyler Gillett



Satysfakcjonujący kawał bezpretensjonalnej i krwawej rozrywki z rewelacyjną Samarą Weaving.


Miejsce 11.


Portret kobiety w ogniu (Portrait de la jeune fille en feu)

Reżyseria: Céline Sciamma



Przepięknie sfotografowany, znakomicie zagrany, wysublimowany, hipnotyzujący i niesamowicie zmysłowy obraz o rodzącym się uczuciu oraz próbie uchwycenia tego, co nieuchwytne. Jestem absolutnie zachwycony wykreowaną przez Céline Sciammę atmosferą.

Miejsce 10.


„Na Noże” (Knives Out)

Reżyseria: Rian Johnson



Jak wspomniałem przy okazji nagrody za scenariusz ten film uświadomił mi, jak bardzo potrzebowałem do szczęścia takiego klasycznego kryminału będącego hołdem dla powieści Agathy Christie.





Miejsce 09.

 

Booksmart

Reżyseria: Olivia Wilde



Film, który wziął mnie totalnie z zaskoczenia a pokochałem go całym sobą za jego energię, przebojowość i "pazur". Szkoda, że ostatecznie nie zdecydowano się wprowadzić go do polskich kin. Choć w sumie dobrze, bo pod planowanym tytułem "Szkoła Melanżu" za wiele by nie zdziałał.

Miejsce 08.

Zgubiłam swoje ciało (I Lost My Body)

Reżyseria: Jérémy Clapin



Makabryczna i szalona w swym pomyśle opowieść, która wbrew pozorom maksymalnie angażuje emocjonalnie i wzrusza do łez. Drogi Netflixie! Więcej takich produkcji poproszę.

Miejsce 07.


Midsommar

Reżyseria: Ari Aster


Najbardziej oczekiwany film roku zdecydowanie mnie nie zawiódł! „Midsommar” to niesamowite, piękne i niepokojące doświadczenie. Mam wrażenie, że Ari Aster zdecydowanie polubiłby się z Jagodą Szelc ponieważ cechują się podobną wrażliwością i (mimo młodego wieku) artystyczną dojrzałością. Oboje znakomicie operują niedopowiedzeniem i potrafią zahipnotyzować widza do tego stopnia, że mimo nieśpiesznego tempa akcji siedzi się na fotelu kinowym jak na szpilkach. Warto również wspomnieć o genialnych zdjęciach Pawła Pogorzelskiego, przytłaczającym klimacie i wielkiej kreacji nieprzyzwoicie utalentowanej Florence Pugh, którą czeka naprawdę wielka kariera!



Miejsce 06.

Dawno temu w Hollywood (Once upon a time in Hollywood)

Reżyseria: Quentin Tarantino



List miłosny dla kina, który urzeka klimatem. Jestem zachwycony tą przejażdżką do słonecznej Kaliforni prosto z pięknych lat sześćdziesiątych. Moim zdaniem ten film ma tylko jedną wadę - jest zdecydowanie za krótki. Chciałbym bowiem dłużej przebywać z tymi bohaterami i chłonąć tę cudowną atmosferę wolności. Pewnie dlatego, że (jak już wspomniałem) uwielbiam, kiedy kino podejmuje dialog same ze sobą.


Miejsce 05.

Mowa Ptaków

Reżyseria: Xawery Żuławski



Kolejny film na mojej liście, w którym kino podejmuje dialog samo ze sobą. Największe szaleństwo roku ale całkowicie satysfakcjonujące! Kino prowokujące, odważne i pulsujące energią. Jak to ładnie ujął jeden z komentarzy, na który kiedyś trafiłem „Po tym filmie poczujecie się „dziwnie i nieswojo”... jakby pojmowana rzeczywistość do tej pory i otaczający świat był zupełnie inny niż się wydaje...przerażający, czasami niezrozumiały, irytujący, intrygujący,momentami odpychający, szalony...inny...”



Miejsce 04.


Faworyta (The Favourite)

Reżyseria: Yorgos Lanthimos



Film, z którym z wielu powodów wiązałem ogromne oczekiwania i to nawet pomimo faktu, że nie specjalnie przepadam za kinem kostiumowym. Trudno jednak aby było inaczej skoro za kamerą stoi utalentowany Yorgos Lanthimos, przed nią zaś oglądać możemy moją ulubioną aktorkę czyli cudowną Emmę Stone. I muszę przyznać, że mnie nie zawiódł. Rewelacyjne kino! Znakomite aktorstwo, koronkowa intryga oraz wykwitny klimat. Plus Emma Stone pokazuje tu coś więcej niż swój nieprzeciętny talent.

Miejsce 03.





Monument

Reżyseria: Jagoda Szelc



Nie chcę, żeby to był pean ku czci Jagody Szelc, ale uważam, że powinniśmy być wdzięczni losowi, że polskie kino ma taką postać. Nie zasłużyliśmy na nią, ale powinniśmy codziennie modlić, aby się nie uległa pokusie, by kosztem stępienia pazura oraz porzucenia własnej, oryginalnej i nietuzinkowej wizji artystycznej oraz niesamowitej wrażliwości spróbować dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców. Każdy z jej dwóch dotychczasowych projektów był niesamowitym doświadczeniem. Tak na marginesie polecam także posłuchać jakiegokolwiek wywiadu z Jagodą Szelc. Mega interesująca kobieta.




Miejsce 02.

Parasite (Gi-saeng-chung)

Reżyseria: Bong Joon-ho



Skoro filmem tym zachwycił się podobno sam Tarantino to jak ja mogłem się nie zachwycić. Szalona i dziwaczna jazda bez trzymanki.Film kompletny, który bawi się nie tylko gatunkami, ale również naszymi oczekiwaniami względem rozwoju linii fabularnej.


Miejsce 01.

The Lighthouse

Reżyseria: Robert Eggers



Film, który zostaje w głowie na długo. Jego plakat już wylądował u mnie na ścianie. Gęsty klimat przypominający powieści Lovecrafta, hipnotyzująca muzyka, fantastyczne zdjęcia, rosnące z każdą sekundą napięcie, genialnie oddane pogrążanie się w obłędzie i paranoi, problemy z określeniem granicy między fikcją a rzeczywistością oraz fenomenalne aktorstwo.

wtorek, 22 października 2019

Festiwal "Kamera Akcja" 2019

Niech Cthulhu będzie z wami!




W dniach 17 - 20 października w Łodzi miała miejsce jubileuszowa edycja Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej "Kamera, Akcja" tym razem (jak można zobaczyć na załączonym obrazku) z udziałem mojej skromnej osoby. Tak na marginesie dodam, iż już od kilku lat planowałem wziąć udział w tym wydarzeniu ponieważ słyszałem wiele pozytywnych opinii jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie (na przykład, w swoim stylu, nie zorientowałem się w porę i przegapiłem termin zgłoszeń). W tym roku wreszcie udało mi się wszystkiego dopilnować i zrealizować swoje zamierzenie pozwólcie zatem, że podzielę się z wami krótkimi wrażeniami.



Po pierwsze nie wyobrażam sobie lepszej lokalizacji dla festiwalu filmowego niż budynek Szkoły Filmowej! To miejsce "do szpiku kości" przesiąknięte historią kina (To tu znajdują się najsłynniejsze schody w Polsce, po którym stąpali między innymi tak wspaniali artyści jak Roman Polański i Jagoda Szelc) oraz twórczą energią (polecam obejrzeć stworzony przez Macieja Buchwalda krótki spot reklamowy, którego nie powstydziliby się mistrzowie purnonsensowego humoru czyli panowie z Latającego Cyrku Monthy Pythona). Ta nietypowa mieszanka sprawia, że oglądanie filmów w tej niezaprzeczalnej "Świątyni Kina" sprawia wrażenie obcowania z absolutem i ociera się o sferę sacrum.

Po drugie wśród zróżnicowanych propozycji filmowych nie było filmu, który można uznać zły. Przeciwnie! Dzięki genialnie przeprowadzonej selekcji każdy widz mógł znaleźć coś dla siebie ponieważ do wyboru była klasyka (Filmy Jean- Pierre'a Melvilla), kinowe świeżynki ("Parasite", "Midsommar", "Boże Ciało", "Mowa Ptaków" czy "Wysoka Dziewczyna"), filmy które nie doczekały się polskiej premiery ("Eight Grade" czy "Najlepsze Lata"), kiczowaty film klasy B z lektorem komentującym na żywo ekranowe wydarzenia ("It's Alive III: Island of the Alive") oraz interaktywne eksperymenty ("Late Shift"). Zresztą o atrakcyjności repertuaru najlepiej świadczyły tłumy chętnych oraz fakt, że na niektóre seanse ciężko było się dostać. Jedynym zarzutem (jeśli można to w ogóle można tak traktować) jest fakt, że projekcje się na siebie nakładały tak więc nie było możliwości obejrzenia wszystkich filmów. Aż chciałoby się mieć wehikuł czasu. Osobiście żałuję chociażby, że nie udało mi się "upolować" nowego Lanthimosa, jednak w czwartek wybrałem "Boże Ciało" (i nie żałuję) a w niedzielę już o 13 musiałem wracać do Białegostoku.


Po trzecie udało mi się zrealizować swój wstępny plan, jaki sobie założyłem przed tą całą wyprawą praktycznie w stuprocentach. Jedyne zmiany (takie jak rezygnacja z seansu "Portretu Kobiety w Ogniu" czy "Blindspotting" ) wynikały z faktu, że, jak już wspomniałem, seansy się na siebie nakładały a także kiedyś trzeba było niestety jeść, spać oraz choć odrobinę pozwiedzać miasto, które do tej pory kojarzyło mi się jedynie z działalnością kolektywu artystycznego "Łódź Kaliska" (przyznam, że jestem wielkim fanem starej, postindustrialnej architektury, więc byłem pod sporym wrażeniem aczkolwiek zdecydowanie wciąż zbyt wiele tu budynków zaniedbanych, które dopiero teraz zaczynają być poddawane renowacji). W przeciwnym razie mógłbym nie wychodzić z sali kinowej.

Tak na marginesie dodam, że zdecydowanie najlepszym filmem jaki widziałem premierowo na tym festiwalu była frenetyczna "Mowa Ptaków" w reżyserii Xawerego Żuławskiego. To bez wątpienia największe szaleństwo tego roku ale całkowicie satysfakcjonujące! Kino prowokujące, odważne, wymykające się wszelkim schematom i pulsujące energią. Na drugim miejscu w moim osobistym rankingu uplasowało się intrygujące "Ja teraz kłamię" Pawła Borowskiego czyli przedstawiciel "retrofuturyzmu" (jak to określił podczas prelekcji operator Arkadiusz Tomiak) oraz próba znalezienia odpowiedzi na pytanie co by było gdyby David Lynch stworzył odcinek Black Mirror po obejrzeniu Krainy Grzybów? Warto także wspomnieć o otwierającym festiwal filmie "Boże Ciało" w reżyserii Jana Komasy . Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony jakością tej produkcji. To mocna, przejmująca, znakomicie zagrana (Mój krajan Bartosz Bielenia) i zmuszająca do myślenia opowieść o wierze, duchowości oraz odkupieniu. Produkcja, która nie jest hermetyczna i w gruncie rzeczy nie opowiada się po żadnej ze stron polskiego ideologicznego piekiełka, ale opowiada historię uniwersalną, zrozumiałą pod każdą szerokością geograficzną dlatego też trzymam kciuki by znalazła się w gronie tytułów nominowanych do przyszłorocznych Oscarów.



Po czwarte warto podkreślić niesamowite dyskusje (formalne oraz te zdecydowanie ciekawsze czyli zakulisowe), które otworzyły mi w głowie szufladki i pozwoliły inaczej spojrzeć na kino jako zjawisko kulturowe a także na kulturę per se.Przykładowo miałem możliwość zapoznać się ze sposobami promocji filmów, poznać sposoby mówienia o klasykach, których się nigdy nie widziało, podyskutować o polskim kinie gatunkowym, ze szczególnym uwzględnieniem mojego ukochanego horroru, poznać ludzi, którzy również mają hopla na punkcie kina albo wygrać piwo za wiedzę na temat wpływu waginy kochanki Hearsta na historię kinematografii ze szczególnym uwzględnieniem Obywatela Kane'a.

Po piąte w związku z tym wszystkim o czym wcześniej wspomniałem czas upłynął mi zdecydowanie zbyt szybko i zanim na dobre wsiąkłem w atmosferę festiwalowego święta trzeba było się żegnać. Dlatego mam nadzieję, że za rok ponownie uda mi się zagościć na tym fantastycznym wydarzeniu.

środa, 9 października 2019

Zabójczy żart. Krótkie wrażenia po seansie "Jokera".



Witam!






Zacznijmy od tego, że "Joker" to bez wątpienia najgłośniejszy film tego roku ponieważ narosła wokół niego cała masa emocji. Głównie negatywnych. Obawiano się chociażby, że film zainspiruje różnej maści szaleńców i może powtórzyć się sytuacja się sytuacja jaka miała miejsce 7 lat w Aurorze kiedy James Holmes otworzył ogień podczas premiery w tamtejszym kinie filmu "Mroczny Rycerz Powstaje" Christophera Nolana zabijając 12 osób a raniąc 59. Na szczęście do tej pory nic takiego nie miało miejsca. Oby tak było to końca.

Nie będę ukrywał, że bardzo mocno czekałem na tę produkcję i miałem wobec niej bardzo wysokie oczekiwania. Głównie dlatego, że uwielbiam tytułową postać i byłem ciekaw jak tym razem zostanie zaprezentowana, ale również ze względu na udział w tym projekcie Joaquina Phoenixa czyli jednego z najciekawszych i najbardziej utalentowanych współczesnych aktorów.

Czy dziełu Todda Phillipsa (do tej pory kojarzonego z lżejszym repertuarem czyli takimi filmami jak chociażby trylogia "Kac Vegas") udało się im sprostać? Moim zdaniem jak najbardziej! Co to był za film! Połączenie "Króla Komedii" z "Taksówkarzem" oraz komentarzem społecznym rodem z "Fight Clubu" Davida Finchera dało mocne, intensywne i porażające studium popadania w obłęd. Mimo całej mojej miłości do "Watchmen" to właśnie "Jokera" uznałbym za najlepszy film komiksowy w historii. I to nawet mimo faktu, że ta opowieść nie potrzebuje komiksowego enturażu gdyż mogłaby śmiało stać "na własnych nogach".

Dodatkowo warto wspomnieć o niesamowitej muzyce autorstwa Hildur Guðnadóttir (niezwykle utalentowanej kompozytorki z Islandii, która w tym roku dowiodła, że warto obserwować jej dalszą karierę ponieważ zdążyła zabłysnąć ścieżką dźwiękową do genialnego "Czarnobyla") a także aktorski popis Joaquina Phoenixa, który tworzy jedną z najlepszych kreacji tej dekady. Jego Joker może śmiało konkurować z tym Morderczym Błaznem jakiego wykreował nieodżałowanej pamięci Heath Ledger w "Mrocznym Rycerzu" . Nie będę ich bezpośrednio porównywał bo to kompletnie różne wizje. Jeden jest enigmatyczną i fascynującą figurą niosącą chaos a jej jedynym celem jest patrzeć "jak świat płonie". Drugi nieszczęśliwym człowiekiem, który musi zmagać się z własnymi demonami (choroba psychiczna) oraz nieżyczliwym światem, który go odrzucił.

Powiem jednak, że ta postać ma ogromne szczęście do wcielających się w nią aktorów gdyż pozwala się wykazać talentem i z każdego wyzwala to, co w nim najlepsze (oczywiście o ile twórcy nie sabotują swojego filmu jak to miało miejsce w przypadku Jareda Leto).

piątek, 16 sierpnia 2019

Krótka piłka: Dawno temu w Hollywood (2019)

 Niech Cthulhu będzie z wami!

 
Muszę przyznać, że to dziwny film, który nie każdemu się spodoba gdyż gra z naszymi oczekiwaniami oraz brak tu typowej fabuły (To raczej zbiór mniej lub bardziej ze sobą powiązanych epizodów). Dlatego też  podczas seansu kilka osób narzekało na nudę i wychodzili z sali już po godzinie.

Oczywiście rozumiem, że ludzie mogli być rozczarowani. Ja jednak siedziałem jak zaczarowany. Moim zdaniem Quentin Tarantino, enfant terrible popkultury,  po prostu zaczął dojrzewać, wrócił do formy po rozczarowującym "Hateful Eight" i

Owszem są tu brutalne sceny (na przykład zakończenie), ale tym razem Tarantino postawił na stworzenie swoistego listu miłosny dla kina. Trzeba powiedzieć, że wyszło mu to rewelacyjnie! Jestem zachwycony tą przejażdżką do słonecznej Kaliforni prosto z pięknych lat sześćdziesiątych.  Moim zdaniem ten film ma tylko jedną wadę - jest zdecydowanie za krótki. Chciałbym bowiem dłużej przebywać z tymi bohaterami i chłonąć tę cudowną atmosferę wolności. Pewnie dlatego, że  uwielbiam kiedy kino podejmuje dialog same ze sobą. Z pewnością zafunduję sobie niedługo kolejny seans.

Warto podkreślić znakomite ekranową chemię między Bradem Pittem a Leo DiCaprio, scenografię, muzykę oraz fakt, że kolejny raz uświadomiłem sobie, że Margot Robbie jest tak piękna i ma taką charyzmę, iż ciężko oderwać od niej wzrok. Szkoda więc, że dostała tak mało czasu ekranowego.
dostarczył jedno ze swoich najlepszych dzieł.

czwartek, 1 sierpnia 2019

Szczęśliwa dziesiątka moich ulubionych reżyserów.

Niech Cthulhu będzie z wami! 

Od poprzedniego tego typu zestawienia minął rok a od ostatniego wpisu kilka miesięcy. Pora więc, abym przy okazji powrotu dokonał aktualizacji, ponownie przyjrzał się temu zagadnieniu oraz przedstawił wam  twórców, na których w mojej opinii zawsze można liczyć, że dostarczą pełnowartościowy a przede wszystkim interesujący produkt. Muszę przyznać, że wybór był trudny. Z uwagi na przyjęte kryterium na liście mogł znaleźć się wyłącznie 10 nazwisk. Zabrakło zatem miejsca dla takich twórców jak chociażby Ari Aster, Kevin Smith, Christopher Nolan czy David Fincher.