środa, 28 września 2016

Krótka relacja z Filmweb Offline 2016



Niech Cthulhu będzie z wami!
Jako że od piątku do niedzieli przebywałem w Warszawie na corocznym zlocie użytkowników portalu Filmweb, pomyślałem sobie, że warto byłoby napisać o tym doświadczeniu choć kilka słów.
Zacznę może od tego, że we wspomnianym wyżej wydarzeniu planowałem wziąć udział już od kilku lat, jednak zawsze w ostatniej chwili coś stawało na przeszkodzie. A to się w ostatniej chwili poważnie rozchorowałem, a to zwyciężała moja "fobia społeczna". W tym roku wreszcie udało mi się swój plan zrealizować i bardzo się z tego powodu cieszę!
W przeciwnym razie bowiem nie miałbym okazji poznać kilku osób z różnych części Polski podzielających moje zainteresowanie kinem (m.in. pani, która była statystką w "Ostatniej Rodzinie"), zobaczyć na żywo redaktora Michała Walkiewicza, którego szczerze podziwiam (szkoda tylko, że zabrakło mi odwagi by zrobić sobie z nim zdjęcie na pamiątkę) a przede wszystkim odbyć kilku bardzo ciekawych rozmów podczas których dowiedziałem się np. iż w przeciwieństwie do tego co można by sądzić, dobre polskie kino to nie oznacza tylko "wojna, depresja, żydzi i martyrologia", że nie tylko ja uważam "Córki Dancingu" za bardzo dobrą a przede wszystkim świeżą i oryginalną (zwłaszcza jak na polskie warunki) produkcję  oraz, że nie tylko mi brakuje rodzimego kina gatunkowego, szczególnie jeśli chodzi o takie gatunki jak SF i horror.
Przede wszystkim jednak nie dane by mi było już teraz obejrzeć genialnej koreańskiej "Służącej", która na ten moment (tzn. prawdopodobnie do momentu zobaczenia przywołanej już wyżej "Ostatniej Rodziny", co planuję zrobić już w najbliższy piątek) jest moim absolutnym faworytem do tytułu najlepszego obrazu roku!
Koreański reżyser Park Chan-Wook, twórca m.in. "Stokera" i "Oldboya" kolejny raz zaserwował bowiem prawdziwą filmową ucztę i zmusił mnie do przemyślenia kwestii dołączenia go do grona moich ulubionych twórców filmowych !
Stworzył piękne, wysmakowane, zmysłowe i niezwykle nastrojowe dzieło przewrotnie grające z oczekiwaniami widza. Obraz, który (czego nie będę ukrywał) mnie absolutnie oczarował i sprawił, że siedziałem przed ekranem jak zauroczony kompletnie nie zwracając uwagi na to wszystko, co działo się dookoła (czyli przede wszystkim śmiechy i niewybredne komentarze części widowni w najmniej odpowiednich momentach).
Ba! Poziom tego dzieła sprawił, że znacznie łatwiej przełknąłem fakt, że obydwa pozostałe zaprezentowane w ten weekend filmy czyli nowa wersja "Siedmiu wspaniałych" w reżyserii Antoine'a Fuquy i "Deepwater Horizon" Petera Berga wypadły w mojej ocenie dość blado. Jasne były one solidnie zrealizowane i miały swoje momenty (Na marginesie dodam, że w przypadku pierwszego z wyżej wymienionych dzieł biorę także pod uwagę prześliczną Haley Bennet) jednak w ogólnym rozrachunku prezentowały się strasznie generycznie i odtwórczo jeśli chodzi o fabułę, gdyż "mieliły" wszystkie możliwe schematy znane z dziesiątek tysięcy innych tytułów
Mimo zatem różnych mniejszych bądź większych perturbacji (związanych w dużej ,mierze z moim całkowitym życiowym nieogarnięciem) uważam, że warto było tego wszystkiego doświadczyć i całą tę eskapadę odbyć. Przyjemnie bowiem spędziłem te kilka dni (zwłaszcza, że czas między seansami poświęciłem na zwiedzanie Warszawy a dodatkowo mam pamiątkę w postaci trzech wygranych w konkursach filmów. Oczywiście w tym momencie pomijam ich "jakość") i naprawdę dobrze się bawiłem.
Mam zatem nadzieję, że w przyszłym roku będzie okazja na, że tak to ujmę, "powtórkę z rozrywki" W każdym razie obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by do tego doszło!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz